Z Szuflandii Chmiela

Bieszczadzka wrażliwość

Bieszczadzka wrażliwość czyli Jedna Twarz

Fragment pamiętnika „Muzycznego Narkomana”

1973 rok. Pamiętam samego siebie w granatowych rajtuzach, w seniorkach na nogach, w czerwonym sweterku, czteroletni blondasek spacerujący ze swoją Babcią po wieluńskim zielonym parku. Fontanna, piękne zadbane alejki i kwiatowe trawniki. Lata siedemdziesiąte. Na końcu tej enklawy zieleni dostojny budynek starej cerkwi ( jednej z dwóch unikatowych w województwie łódzkim). W nim mieścił się Powiatowy Dom Kultury. I wszechobecne nuty, które wydobywały się zewsząd w postaci muzyki jazzowej, bluesowej i trochę rockowej. Ale tej poważnej również. Płynęły polonezy i mazurki Chopina. W nich zawarte stałe elementy polskiego folkloru. Rozdziawiałem wtedy pape (tzn. usta) w niebotycznie olbrzymi rozmiar. Tak mi opowiadali starsi ludzie. Dla mojej eleganckiej babci było nie do pomyślenia, aby Ona z takim „Rozdziwem” mogła chodzić do Świątyni Słowa jak nazywałem później Wieluński Dom Kultury. Kobiecina zapisała mnie do Ogniska Muzycznego, a później i do Szkoły Muzycznej I stopnia… i cześć pieśni.

chmielu.com.pl Mucha nie siada

Czas burzy i naporu

Jednak nie chodzi o gamy i pasaże tylko o coś więcej. Czas burzy i naporu. Pierwszy syfek na nosie, pierwsze ślady zarostu tu i ówdzie. Muzyka stała się moim jedynym lekarstwem na jak najmniej bolesne przejście przez okres dorastania i dojrzewania. Wydawało się przecież, „że ten świat ulepił rzeźbiarz bez rąk i tak jest jakby ktoś miłość na skrzypcach grał nam bez strun” (Bogdan Loebl). Ukojeniem były teksty i piosenki Marka Grechuty, Ewy Demarczyk, Andrzeja Zauchy, Krystyny Prońko, Jeremiego Przybory i Agnieszki Osieckiej. Wojtka Młynarskiego i Janka Pietrzaka.

z zespołem Mucha nie siada WDK
z zespołem Mucha nie siada WDK

Peerelowska rzeczywistość

Oj wtedy, na tą naszą peerelowską szarość- muza ejsików, parpli, flojdów była „ukojeniem i pocieszeniem jak religia” (Jan Rybowicz) . Słuchanie Radia Luksemburg i Kochanej „Trójeczki”. Na full wyjechane na kasetowym Grundigu piosenki Kaczmarskiego, Łapińskiego i Gintrowskiego. Bez Jacki ( „Bez Jacka”), Bukowina (Wolna Grupa Bukowina Wojtka Bellona) i SDM. Ela Adamiak i Andrzej Poniedzielski. To se ne wrati!!! Siostry i Bracia!!! TO SE NE WRATI Pamiętacie? Na koncertach Perfectu razem z Grześkiem Markowskim krzyczeliśmy w refrenie piosenki „Chcemy być sobą”- chcemy bić ZOMO. My krzyczeliśmy, śpiewaliśmy… a Oni bili. Tłukli nas zwyczajnie. Napiszę Wam- NORMALNIE NAS NAPIERDALALI- ubeccy pachołkowie i młode chłopaki, których przed akcją szprycowali „koksem”. Bo w oczach wielu z nich widziałem smutek, że chcieliby być na naszym miejscu. Ale nie byli. Muzyka ponad wszystko. Rany się zagoiły ale w głowie ten sam koncert.

Muzyka mój fundament

I parę jeszcze innych. Jeden z pierwszych koncertów nowo co powstałego zespołu Republika. W Wieruszowie. Słowa klucze używane przez Grzegorza Ciechowskiego. Lubię wracać do jego poezji. Do Jacka Skubikowskiego, którego wszyscy znają i pamiętaj, jako „legendę polskiego bluesa”, a kto pamięta, ze Jacek był też wokalistą w Wolnej Grupie Bukowina. Wybrał drogę bluesmana. Piękny czas. Koncerty, wakacje i góry. A w roku szkolnym wspaniała nauka języka angielskiego w złoczewskim liceum. Oby więcej takich nauczycieli. Kochane i drogie memu sercu- małżeństwo Janiny i Andrzeja Gajdów po lekcjach „anglika’ zabierali nas- całą klasą do swojego domu i słuchaliśmy i tłumaczyliśmy ucząc się zarazem i rozumiejąc teksty Rogera Watersa, Jim’ego Morrisona, Johna Lennona, Leonarda Cohena. Dużo pięknej muzyki w mojej duszy zawdzięczam tym pedagogom, i „Rafałowi Wojaczkowi” Złoczewa czyli Pawłowi Basiowi, z którym również w 88’ razem z jego bratem Witkiem „tłukliśmy” się stopem po Bieszczadach. Spaliśmy pod Przełęczą Goprowców u podnóża Tarnicy. Ale wrócę pamięcią na chwilę rok jeszcze wstecz.

Anioły są takie ciche…

Dżem i ten blues…. i Bieszczady

1987 Bluesowy Festiwal w Brodnicy. Jechałem tam tak naprawdę na koncert „MECHU” ( Zjednoczone Siły Natury) a zajechałem i zobaczyłem Ryśka na żywo pierwszy raz. Jadłem wraz z nim na scenie paluchami dżem truskawkowy marki „KRAKUS”.

Dżem i „Tata Tadziu” ( Tadeusz Nalepa). Pamiętam jak zobaczyłem i usłyszałem Martynę Jakubowicz i Elżbietę Mielczarek. Mazury. Lato. Zwiedzałem tę „Krainę Tysiąca Jezior” pracując sezonowo jako ratownik WOPR. Ruciane Nida, zachód słońca… nic więcej nie trzeba: „Fulla mi nalej, fula lej”. I wśród płomieni ogniska i wśród jego ciepła nagle facet zaczął grać przejmujące ballady o ludziach wypędzonych ze swych domów, o krainie w której góry są najszczersze. Uderzył mnie gromem. Wsiadłem w pociąg i przyjechałem do Zagórza i zobaczyłem… Bieszczad. Przyjeżdżałem tak co roku i poznawałem historię zaklętą w trumienną deskę, ikoną pisaną. Dłutem Pękalskiego Zdzicha rzeźbioną.

chmielu.com.pl
Zdzisek Pękalski Bohun Bieszczadów

Zapadłem w jedyna nieuleczalna chorobę…

A muzyka płynęła dookoła. Myślałem, że po prostu- ok. Tyle duszy w zupełności wystarczy.( Ale Matko Boska Łopieńska dziękuję Ci że jednak NIE!!!). Bieszczad.Bieszczad. Cała jaskrawość. Pejzaż. Fotografowanie go, śpiewanie o tej „Krainie Świętej, Niepojętej” (Adam Ziemianin). Mijały lata. Lata w mieście rodzinnym, ale ciągle czułem, że to nie mojej miejsce. Że w innym woda inaczej mi smakuje i czuję się jak pośród swoich. „Góry tu wszystko jest święte, tu wspinaczki nasze wniebowzięte” ( Józef Baran). Pacyfistyczna mentalność Łemka.

chmielu.com.pl
z Połoninką w lipce Łopieńskiej

I ludzi poznałem…

Lata płynęły dalej. Jako instruktor teatralny w woj. łódzkim organizowałem obozy szkoleniowe Teatrów Alternatywnych na terenie Bieszczadów. Mamy rok 2006. I wtedy „Wielki Reżyser”- Stwórca skrzyżował moje ścieżki, moje drogi z Krzyśkiem Myszkowskim, Starym Dobrym i Bieszczadzkimi Aniołami. Stare Dobre Małżeństwo- Mój DROGOWSKAZ. A Krzysiek dusz-bratem mi się stał. A Wojtek Czemplik skrzypcami, Stagraczyński basem.

chmielu.com.pl
z guru muzycznym – moim Drogowskazem – Krzyśkiem Myszkowskim

Nutami i słowem, które życie mi teraz i samotne wieczory przy piecu na Górzance umilają. Stale ich słucham. Dla mnie osobiście moralny wzorzec. Myszkowski. Dobry duch w mojej samotności. Mam jeszcze jakieś? To mój osobisty pamiętnik. Muszę to wiedzieć. Ktoś jeszcze? Tak. Przewodnik beskidzki Piotr Bartnik- Nasz Duszpasterz. Innych nie posiadam.

chmielu.com.pl
duszpasterz, przyjaciel,powiernik – ks.Piotr Bartnik

Muzyka i jeszcze raz muzyka…

Ok. Odbiegłem lekko- muzyka ponad wszystko. Muzyka ponad wszystko . Mamy Rok 2006. Na „Aniołach” poznałem Arka Zawilińskiego i trafiłem za nim na Bieszczad Bluesa. Tam zobaczyłem Magdę Piskorczyk, kobiece „objawienie polskiego bluesa”. Przemek Chołody z SDM-u w innej czysto bluesowej poświacie i jeszcze raz Arek Zawiliński ale inaczej niż na „Aniołach”- nie folkowo tylko po swojemu- bluesowo. I Arek mi w głowie poprzestawiał.

XI Zlot Leśnych Ludzi/chmielu.com.pl
Arek Zawiliński, Przemek Chołody, Robert Myszkal

Przytknął mi trochę zapadkę z poezją śpiewaną a na „cztery spusty” pootwierał tą z BLUESEM. Z wieloma ciekawymi muzykami poznali mnie- Anettka Machoniowa z mężem Andrzejem ze Stężnicy. Andrzej został dla mnie przykładem jak należy „całym sobą chłonąć muzę” Beskidu. Tę bluesową, i tę łemkowską z dumką śpiewaną przez Ryśka „BUREGO” Denisiuka, podgrywaną przez Tadka Wojnarowskiego w tle. Inaczej zaczęło mi smakować słowo, kiedy sączyła je ślina barda Bieszczadu Ryśka Szocińskiego czy usta Zbyszka Habrata. Inaczej zacząłem patrzyć i znowu wierzyć w życzliwość drugiego człowieka kiedy spotkałem Malinę i Leszka Czyżewskich i Krzyśka „Zbója” Szymalę.

chmielu.com.pl
Krzychu Szymala ZBÓJ – on pierwszy chciał mi dać dach nad głową

Twarze prawdziwe

chmielu.com.pl
Wojtek Maciaszek

Malarstwo Roberta Myszkala… zaklina mnie w ducha wędrującego wśród mieszkańców Tyskowej, Radziejowej, Łopienki. Każe mi odwiedzać stare cerkwiska i zrywać czereśnie w opuszczonych sadach. Każe mi zaglądać do studni by w odbiciu lustra szukać wybaczenia wśród wypędzonych i rozproszonych, którzy czerpali z wody życia. Piosenki i wiersze Wojtka Bogusława Maciaszka nie pozwalają zapomnieć o tych, którzy odeszli już na „niebieskie połoniny”. I harde strofy Wojtka Szczurka, czy śpiew „Łabiego” Dobrowolskiego Romka i Andrzeja Lacha. Dobra. Tu już będę na dzisiejszy wieczór kończył. „Piosenka na finał”. PUENTA.

chmielu.com.pl
Krysia Rados i Jadwiga Denisiuk

Do rychłego niebawem…

„Paciorek na dobranoc”. Muzyczny paciorek.. Moje błogosławione uzależnienie– „Bieszczadzkie Wieczory” w Oberży „ZAKAPIOR” w Polańczyku. Esencja wrażliwości „po bieszczadzku” – Adam „Łysy” Glinczewski z Czarnej i duet Michał i Grzesiek. Michał, który pokazał mi wiele spraw w tekstach Dżemu przeze mnie pominiętych.

chmielu.com.pl
Michał i Grzesiek

Dziękuję mu za to. Im, że SĄ I mistyk akordeonu- Andrzej Szal „Melisa Blues Band”. Mój Przyjaciel. Mój brat. Czemu piszę swój pamiętnik? Widziałem ludzi, z których każdy miał nawet i sto twarzy, inni pięć, albo trzy. Tutaj spotykam, tych, którzy codziennie zastanawiają się czy ocalić swoją dupę czy tę jedną, jedyną… TWARZ. Nie robią ceregieli. Chylę kapelusza, do rychłego niebawem bracia- spotkamy się. Ze wszystkimi.

chmielu.com.pl

Terka, nocą, listopadem depresyjnym- 2010 r

(tekst oryginalny)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *